Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieści. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

Wróciłam do blogosfery - PRZEPROWADZKA!!!

Zapraszam pod nowy adres!

http://niedoczytanie.wedrowka.net


Aż nie chce mi się wierzyć, że minął prawie rok od mojej ostatniej recenzji. Czwarty rok studiów, walka z prawem jazdy i milion innych spraw przytłoczyły mnie tak bardzo, że nie znalazłam już czasu dla mojego kawałka Internetu. Oczywiście - ani na moment nie przestałam czytać ;-) Stęskniłam się jednak za Wami, Waszymi komentarzami, opiniami, recenzjami, za tym przytulnym ciepłem, które emanuje z książkowej blogosfery, znajdowaniem nowych tytułów, których pewnie bez Was nigdy bym nie odkryła. A może i choć niektórym z Was zatęskniło się troszkę do moich wpisów? Mam ogromną nadzieję, że wybaczycie mi tę ogromnie długą nieobecność i przeprowadzkę, i że tu również będziecie zaglądać w poszukiwaniu mojego spojrzenia na książki.

Przez ostatnie miesiące starałam się stworzyć wirtualne miejsce, które już teraz jest dla mnie magiczne. W końcu mi się to udało i szczerze wierzę, że Wam także się spodoba. Przeniosłam tam już całe moje archiwum z tej strony.

Zapraszam pod nowy adres!



Zapraszam więc Was do krainy wiecznego niedoczytania, na moją wędrówkę przez tysiące stron innych rzeczywistości. Rozgośćcie się, usiądźcie wygodnie z kubkiem herbaty w ręce i czytajcie, czytajcie, czytajcie... :-)

***

Najdalej jutro, a może nawet dziś, pojawi się pierwsza recenzja. Na zachętę - będzie o Palimpseście Catherynne M. Valente, książce nietypowej i bardzo magicznej.

Łącza do Waszych stron będę sukcesywnie dodawać do listy z prawej strony. A jeśli chcecie mnie odwiedzać regularnie, pamiętajcie o zaktualizowaniu adresu w Waszych zakładkach, listach linków i kanałach RSS! :-)

wtorek, 25 września 2012

Co Wy na to?

Witajcie! Na kilka dni zniknęłam z blogosfery, zdjęła mnie choroba i dopiero teraz zaczynam być na chodzie. Czytałam też nieco mniej, stąd i niezbyt wiele materiału na recenzje. Kiełkuje mi poza tym w głowie, na skutek długich przemyśleń, koncepcja zakładająca całkowite przemeblowanie mojego kawałka internetu (a raczej na ten moment kilku jego części...), a jeżeli do tego dojdzie, ogromne zmiany obejmą również niedoczytanie
Abstrahując od tego, wpadł mi do głowy pewien pomysł (o którym zresztą napomknęłam już przy okazji ostatniego stosiku). Otóż postanowiłam rzucić sobie samej wyzwanie. 
Zadanie polega na przeczytaniu kilku książek, do których nigdy, przenigdy normalnie bym nie zajrzała. Powód nieczytania może być absolutnie dowolny, od oczywistego po najbardziej absurdalny. 
Na mojej liście jak do tej pory wylądowały następujące tytuły:
  1. S. Meyer, Zmierzch - zarzekałam się setki razy, że nie tknę. Przeczytałam dwie pierwsze części i czuję, że reszcie chyba nie podołam...
  2. N. Sparks, Pamiętnik - na romanse jestem wręcz uczulona. Nie czytałam jeszcze, ale autor często przewija się u Was pośród wielu superlatyw, mam nadzieję, że nie będzie bolało. 
  3. E. Tkaczyszyn-Dycki, cokolwiek z jego twórczości. Poezję lubię czytać i całkiem nieźle sobie z nią radzę, ale on... Próbowałam już raz i było to spotkanie tragiczne.  I przymusowe. Rozminęłam się z nim koncertowo, ale może jednak?
  4. A. Coelho, Alchemik - kiedyś próbowałam. I bardzo skutecznie wyparłam z pamięci. 
Życzcie mi powodzenia, a kto chce, niechaj dołącza!

wtorek, 10 lipca 2012

Garstka wieści

Witajcie! Ostatnio tyle się dzieje, że zupełnie zaniedbałam to miejsce... Wakacyjny wyjazd za wyjazdem, do tego nieudane podejście do prawa jazdy... Za moment wylatuję do Manchesteru, a tam zupełnie nie będę miała jak pisać - wrócę za tydzień i postaram się nadrobić zaległości. Bo oczywiście na czytanie czas jest zawsze ;-)

Trzymajcie się ciepło i wakacyjnie!

środa, 27 czerwca 2012

"Zły wpływ" Campbella


Tytuł: Zły wpływ
Autor: Ramsey Campbell 
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011

Mnogość pozytywnych recenzji tej książki sprawiła, że poprosiłam Replikę o egzemplarz. Jednakże z każdą przewróconą stroną byłam coraz bardziej... zdziwiona. 

Umarła stara ciotka Queenie, osoba siejąca postrach we własnej rodzinie. Złośliwa, niemiła... Cóż, "niemiła" w jej przypadku to raczej eufemizm. W każdym razie wszyscy odetchnęli z ulgą. Poza Hermione, która - może przez traumę z dzieciństwa? - wciąż czuła, że coś nie gra.

Szybko okazuje się, że Queenie została pochowana z wisiorkiem, w którym ukryte były włosy Rowan, córeczki Alison, siostry Hermione. Niedługo w otoczeniu dziewczynki pojawia się nowa koleżanka - dziwna, tajemnicza, staromodna Vicky, która niezwykle przypomina starą Queenie i która zaczyna manipulować Rowan. Zajęci problemami z domem i pracą rodzice nie zauważają, co się dzieje. Hermione tymczasem próbuje wziąć sprawy w swoje ręce, co kończy się... źle. 

Po pierwsze - okładka jest po prostu nieciekawa. Tytułu prawie nie widać, a umieszczenie obok siebie kilku elementów fabuły według mnie się nie sprawdza. Po drugie - niestety, korekta poległa przy tej książce. Nie ma błędów poważnych, jest za to mnóstwo drobnych kwiatków, które mnie osobiście przyprawiają o ból głowy. 

Kolejna rzecz - moim zdaniem fabuła jest niespójna. Przemykają się gdzieś wątki, które urywają się, nie wyjaśnione dostatecznie (uwaga, spojler - jak chociażby ten nieszczęsny wisiorek). Za dużo postaci, za mało charakterów i nieuzasadniony chaos potęgują jeszcze wrażenie ogólnej niechlujności tej powieści. 

I, choć z bólem serca, muszę jeszcze wspomnieć o tym, ile jest horroru w horrorze. Ponoć miało być to klasyczne ghost story (tak twierdzi autor), jednakże we mnie rzeczy, które miały przerażać, wywoływały co najwyżej uśmieszek. Cóż - nie jest to powieść nowa, wydana te 20 lat temu na pewno miałaby lepszy odbiór. Klimat prawie jak z wczesnego Kinga, niestety - prawie. Horroru w tym horrorze nie ma, czuję się więc rozczarowana. 

Byłabym niesprawiedliwa, mówiąc tylko o wadach tej książki. Czyta się dobrze, szybko i całkiem solidnie wciąga, co według mnie jest wystarczającym powodem, by ją przeczytać. W sumie to nie mam poczucia zmarnowanego czasu po lekturze. Ale nie spodziewajcie się fajerwerków. Ot, czytadło. 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Replika.



PS. Obroniłam się na piątkę i jestem licencjonowaną polonistką ;-) Czas na zasłużone wakacje - do poczytania w przyszłym tygodniu!

piątek, 15 czerwca 2012

Come back! ;-)

Witajcie, moi drodzy! Po wielu długich tygodniach cierpień nad pracą dyplomową i zaliczeniami wreszcie nadszedł upragniony moment spokoju. Chociaż została mi jeszcze obrona, mogę powiedzieć, że mam już wakacje. Diabelnie się cieszę, że wreszcie mogę wrócić do czytania dla przyjemności i do pisania o książkach. A także do Was, do Waszych blogów, recenzji i rozdawajek ;-)

fot. moje i mojego kakao ;-)
Przez te trzy miesiące niemal nie pojawiałam się tu, ale czytałam. Choć były to głównie książki na zajęcia, to z racji tego, że był to już zakres literatury XX-wiecznej i najnowszej - nie nudziłam się. Przeczytałam 27 pozycji, z czego duża część była naprawdę, naprawdę interesująca, aż żałuję, że nie miałam czasu o nich pisać. Chyba powinnam zacząć robić notatki ze swoich lektur... Myślę, że w ciągu najbliższych trzech dni pojawi się nowa recenzja. Muszę to wszystko na spokojnie ogarnąć. 

Nic mi nowego nie przybyło na półkach, najbliższy czas rysuje się pod znakiem pielgrzymek do biblioteki. Wiecie, prawo jazdy kosztuje. No, ale 7 lipca mam egzamin i może pompowanie ciężkich pieniędzy w ten kawałek plastiku się skończy. 

Poza tym to miałam na swoim piętrze kamienicy kryminalnych na żywo (ktoś po sąsiedzku zdaje się, że uprawiał ogródek) i próbuję się nauczyć gotować (co łatwe nie jest w tym czymś w moim mieszkanku, co ja nazywam kuchnią). A tak poza tym to wszystko po staremu, dalej bezrobotna i dalej zdominowana przez kota ;-)

Witajcie więc z powrotem!

poniedziałek, 14 maja 2012

30 Day Book Challenge - dokończenie i ogłoszenie

#21 - Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś - książek takich nie było, ale był film. Zmierzch. Tylko nie mówcie mojemu narzeczonemu ;-)
#22 - Ulubiona seria wydawnicza - tutaj silna konkurencja: Jeżycjada i Świat Dysku.
#23 - Ulubiony romans - nie czytam romansów.
#24 - Książka, która okazała się jednym wielkim oszustwem - kiedy czytałam Kod Leonarda Da Vinci, byłam pewna, że coś w tym jest. Cóż, dałam się nabrać :)
#25 - Ulubiona autobiografia/biografia - przeczytałam w życiu tylko Rockmanna, więc nie mam z czego wybierać :P
#26 - Książka, którą chciałabyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana - coś od Stachury. Tylko niestety kolejna nigdy nie powstanie.
#27 - Książka, którą byś napisała, gdybyś umiała - kryminał z nutką fantastyki o tytule Chłopiec Schrödingera. Tylko nie wiem jeszcze, o czym to będzie... (prawa do tytułu zastrzeżone! ;-))))
#28 - Książka, której przeczytania bardzo żałujesz - Alchemik. Za dużo myślenia, za mało wniosków, generalnie nic mi z tego nie wynikło. Taka pusta filozofia, nibymądre aforyzmy. Ale czy żałuję bardzo? To chyba za duże słowo.
#29 - Autor, którego omijasz - Coelho, z przyczyn powyższych.
#30 - Autor, którego wszystkie książki czytasz - Pratchett, Chmielewska, Stachura, Tolkien,...

I to by było na tyle. 
Bardzo chciałam przeprowadzić to wyzwanie regularnie, dzień po dniu. Niestety za wiele się w moim życiu teraz dzieje - piszę pracę licencjacką, robię kurs na prawo jazdy, a do tego trzeba mi się już uczyć do egzaminów. Dlatego też ostatnio nie mam czasu czytać dla przyjemności. A raczej czytam, bo mam w perspektywie egzamin z polskiej literatury najnowszej, do którego lektury wybieram samodzielnie - ale nie sądzę, bym znalazła czas na pisanie recenzji przed końcem czerwca. Tak więc zawieszam moją radosną pisaninę tutaj, dopóki się nie obronię ;-) A jak wrócę, obiecuję - poodwiedzam Was i wrócę do recenzowania. 
Pozdrowienia i powodzenia dla wszystkich zmagających się z sesją i pracą dyplomową ;-)

piątek, 2 marca 2012

Marcowy stosik numer jeden ;-)

Może i moje tempo czytania w ostatnich dniach spadło, ale rozrost biblioteczki nie wypadł z rytmu ;-) Recenzencko dopisała Replika, należy się więc spodziewać w najbliższym czasie wpisów o tych właśnie książkach. Reszta to natomiast zabytki własne, które uszczupliły ostro mój i tak bardzo skromny budżet... Jak widać poniżej, zupełny misz-masz. Ale jest sporo perełek, co mnie bardzo cieszy.


Od góry: 
  • Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny
  • Olga Tokarczuk, Moment niedźwiedzia - wydawnicza świeżynka!
  • Agnieszka Pietrzyk, Pałac tajemnic
  • Aneta Rzepka, Świat w pastelach Ingi - poznałam tę książkę jeszcze jako propozycję wydawniczą i śmiem mieć nadzieję, że moja sugestia miała choć maleńki wpływ na jej tytuł... A okładka jest bajkowa!
  • Ewa Zadara, Przepis na łapanie motyli
  • Ramsey Campbell, Zły wpływ
  • Jo Nesbo, Czerwone gardło - antykwariat (!)
 A teraz moje największe skarby!
  • Jacek Hugo-Bader, Dzienniki kołymskie
  • Edward Stachura, Dzienniki. Zeszyty podróżne (oba tomy!)
Ech, co ja się za Baderem i Stedem nachodziłam, to moje ;-) A to, co widać po lewej, co od Marka (Hłaski zresztą) się zaczyna, ten stos wędruje w niedzielę na wymianę Czytelniska... Nie, nie liczyłam jeszcze, ile tego jest ;-) Kto więc z Poznania i okolic, niech przybywa! 
W niedzielę pojawi się więc kolejne stosisko (w rozmiarze gigant, zapewne...). Wcześniej jednak trafi tutaj recenzja Pałacu tajemnic
Weekend będzie baaaardzo książkowy!

czwartek, 12 stycznia 2012

Stosik styczniowy ;-)

Witajcie! Zrobiłam dziś nalot na moją ulubioną księgarnię. Efekty na zdjęciu:

O dołu:
  • Andrés Pascual, Kompozytor burz – zaczarowały mnie kolory okładki ;-)
  • Leonie Swann, Sprawiedliwość owiec i Triumf owiec – radiowa Trójka emitowała fragmenty jednej z tych książek jako słuchowisko. Wystarczyło, żeby nie móc się powstrzymać, zwłaszcza że za dwupak zapłaciłam niewiele więcej niż za jedną. 
  • Gerd Schneider, Lalka Kafki – gdzieś czytałam recenzję. Nie pamiętam u kogo. Co gorsza, nie pamiętam, co w tej recenzji było. Ale tytuł się uczepił.
  • Andrzej Stasiuk, Jadąc do Babadag i Opowieści galicyjskie – zawsze w empiku po kryjomu podczytywałam, w końcu sprawiłam sobie własne!
Do stosiku nie załapał się jeszcze Zapach spalonych kwiatów Melissy de la Cruz, który dorwałam poprzednim razem.

W najbliższych planach recenzja O modlitwie Lewisa i parę słów o najnowszym filmie Agnieszki Holland - oczywiście w zderzeniu z Dziewczynką w zielonym sweterku choć mam pełną świadomość, że W ciemności nie powstało według niej.

piątek, 30 grudnia 2011

Od podsumowań się nie wywinę :-)

Witajcie! Muszę przyznać, że rok 2011 był dla mnie przełomowy pod względem czytelniczym. Po długim okresie stagnacji, spowodowanej różnymi czynnikami, wróciłam do częstego i aktywnego czytania. Owocem mojej odnowionej miłości do książek stał się ten blog, który powstał co prawda już w kwietniu, ale na dobrą sprawę zaczął funkcjonować sprawnie mniej więcej w połowie września. Napisałam 27 recenzji, zaprezentowałam 10 stosików. Dorobiłam się 25 obserwatorów. Nawiązałam współpracę z trzema wydawnictwami i jednym portalem, co cieszy mnie przeogromnie, bo ich zaufanie to znak, że moja pisanina posiada jakąś wartość :-)
Spotkałam w wirtualnym świecie kilka osób, których opinie na temat wielu książek pozwoliły mi odkryć nowe rejony literatury, do których wcześniej nie zaglądałam. Ze swojej strony dziękuję i bardzo, bardzo przepraszam, że rzadko pozostawiam po sobie wiadomości. Zmiana tego stanu rzeczy jest jednym z moich postanowień noworocznych ;-)

Moje najważniejsze książki tego roku?
  • Caroline Jess-Cooke, Zawsze przy mnie stój - bo ta książka zmusza do przyjrzenia się własnemu życiu. Dlatego też, że powieść ta wzbogaciła moje życie o kilka godzin błękitnej, anielskiej magii, która była w stanie załagodzić konflikty w mojej głowie i sprawiła, że doceniłam to, co przynosi mi życie i skupiłam się na tym, co pozostaje w sferze mojego wpływu. 
  • Krystyna Chiger, Daniel Paisner,  Dziewczynka w zielonym sweterku - za te kilka godzin ogromnego wzruszenia, poruszenia, za możliwość uświadomienia sobie wartości czasów, w jakich przyszło mi żyć, za współczucie, którego doznałam podczas lektury, za ogrom przedziwnego ładunku optymizmu, jakiego trudno spodziewać się w książce poruszającej tak trudną tematykę.
  • Olga Tokarczuk, Szafa - za nowy smak słów, obrazów, przedmiotów, codzienności, za zmuszenie do przyjrzenia się rzeczywistości na nowo i zauważenia magii, która otacza nas każdego dnia. Kiedy pisałam wczoraj recenzję tej książeczki, nie skłamałam ani słowem.
Jeżeli chodzi o rozczarowania, to nie było ich dużo. Przyznaję jednak, sporo z czytanych przeze mnie pozycji to były książki mocno przeciętne.
  • Kilka książek z kanonu historii literatury pozytywizmu i Młodej Polski (Próchno, Bez dogmatu, Popioły).
  • Dziewczyna Mistrza Gry Siesickiej, o której mogę powiedzieć, przyznając rację mojej Mamie, że jej książki po prostu się starzeją. Co nie zmienia faktu, że Jezioro Osobliwości zawsze będzie do mnie wracać.
  • Joseph Heller, Paragraf 22 - co jest rozczarowaniem o tyle, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. I przyznaję się, choć doceniam wagę tego tytułu i rozumiem, czemu uważany jest za arcydzieło, to zmęczył mnie ogromnie.
Kiedy przeglądam listę przeczytanych książek, dochodzę do kilku konkluzji. 
Wniosek pierwszy i najważniejszy - wciąż zbyt mało czytam. Nie udało mi się zrealizować swojego postanowienia. Chciałam przeczytać 100 książek, zdołałam 87. Biorąc pod uwagę czas, jakim dysponuję i tempo, w jakim czytam, muszę przyznać, że jest to zdecydowanie kiepski wynik. Stąd moje postanowienie na rok 2012 - przeczytać 150 książek! Powiecie, że to zbyt dużo, skoro teraz nie udało mi się dobić do "zaledwie" setki? Cóż, nawet jeżeli - to świetna motywacja, żeby czytać wciąż i wciąż więcej ;-)
Wniosek drugi - w moim menu powinno znaleźć się więcej pozycji ambitnych, więcej klasyki, a także więcej nowości. Chciałabym, by moje decyzje lekturowe były bardziej trafne, by w mojej pamięci zachowało się więcej książkowych zdarzeń, bohaterów i dobrych myśli.

Bawcie się dobrze w sylwestra, niezależnie, czy świętować będziecie hucznie, czy w domu z dobrą książką :-)

czwartek, 13 października 2011

Październikowy stosik

Dobry wieczór! W ostatnich dniach przeżyłam mały szok adaptacyjny. Nagle czas wolny skurczył się do niebezpiecznie krótkich chwil. Staż w wydawnictwie również angażuje mnie bardzo mocno. Fakt, czytam książki, które jeszcze nie ukazały w druku, streszczam je, oceniam i korekcę, a to jest fantastyczne. Niestety robię to wszystko po godzinach, a w dodatku do Repliki mam półtora godziny jazdy w jedną stronę, więc na zwykłe, codzienne zajęcia brakuje czasu. Jeszcze tylko tydzień i, mam nadzieję, załapie normalny rytm. 

Dzisiaj mały stosik :)

  • Haruki Murakami, Noregian Wood - niespodzianka z Biedronki za 11, 99! 
  • Joanne Harris, Czekolada - właśnie skończona, dziś lub jutro recenzja;
  • Joanna Chmielewska, Rzeź bezkręgowców - jedna z nielicznych książek Chmielewskiej, których jeszcze nie czytałam, pożyczona na czas nieokreślony od mamy;
  • Yann Martel, Życie Pi - perełka w tym stosiku. Byłam przekonana, że nigdy nie będzie mi dane dorwać się do niej, bo już dawno jest nie do kupienia, a tu niespodzianka - empik miło mnie zaskoczył :)
  • Jacek Piekara, Ja, inkwizytor. Dotyk zła - znalezisko z krakowskiego antykwariatu (tak, jako pamiątki z wakacji zwykle przywożę książki. To całkowicie normalne);
  • Andriej Bielanin, Moja żona wiedźma - w kolejce do recenzji czeka Tajny wywiad cara Grocha, a to jest raczej prezent dla mojego chłopaka. Ale wiecie, jak to jest, jak się z kimś mieszka, to później trudno o podział majątku ;-)))
  • Krystyna Siesicka, Dziewczyna Mistrza Gry;
  • Krystyna Siesicka, Między pierwszą a kwietniem;
  • Krystyna Siesicka, Trzynasty miesiąc poziomkowy - chyba czas wielki nadszedł, mam te książeczki od lat, a jeszcze ich nie otwierałam.
Stosik po prawej stronie to książki z poprzednich stosików, które jakoś się uchowały przed przeczytaniem. No, bo zawsze wpadnie w ręce coś jeszcze, na teraz, zaraz, natychmiast, co na stos się nie załapie. A teraz w czytaniu powieść Moniki Orłowskiej, Cisza pod sercem. Zadanie domowe od Repliki ;-) Tylko nie wiem, czy będę mogła umieścić tutaj tę recenzję.

Spokojnego, książkowego wieczoru wszystkim życzę!

poniedziałek, 5 września 2011

W biegu

Witajcie! Wpadam tylko na moment, by przypomnieć o swoim istnieniu. Miałam wrócić już dawno temu, ale wyjazdy i brak dostępu do sieci rozwlekły się niemiłosiernie. Chwilowo jestem w domu i może uda mi się dodać w ciągu najbliższych dni co nieco - bo uwierzcie, trochę w ciągu tego miesiąca przeczytałam :-). A w piątek albo sobotę znów wyjeżdżam, tym razem chcę spełnić swoje marzenie - wybieramy się z moim lubym na pieszą wędrówkę wzdłuż naszego polskiego wybrzeża. Jasne więc, że znów mnie nie będzie. Ale spokojnie, potem już się wakacje kończą i nie będzie przebaczenia, nadrobię wszystkie zaległości. Obiecuję!
A za moment dodam do spisu przeczytanych zaliczone pozycje ;-)

czwartek, 28 lipca 2011

"Sputnik Sweetheart" - Haruki Murakami i mały stosik podróżny

Tytuł: Sputnik Sweetheart
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2006
ISBN: 83-7319-981-0
Moja ocena: 10/10
To moje pierwsze spotkanie z Murakamim. I po tej powieści jestem pewna, że nie ostatnie.

Sumire ma dwadzieścia parę lat, nosi za duży, męski płaszcz w jodełkę, ma wiecznie rozczochrane włosy, pali za dużo papierosów i pragnie zostać pisarką. Często dzwoni tuż przed świtem z pobliskiej budki telefonicznej do swojego przyjaciela, nauczyciela historii, który, dodajmy, jest w niej ogromnie zakochany. A potem Sumire zakochuje się po raz pierwszy. W siedemnaście lat starszej od siebie mężatce.

Jej ojciec prowadził klinikę dentystyczną w Yokohamie. Był wyjątkowo przystojny, jego zgrabny nos przywodził na myśl Gregory Pecka w "Urzeczonej". Sumire nie odziedziczyła tego ładnego nosa, według niej nie odziedziczył go również jej brat. Uważała to za zdumiewające, iż geny, które stworzyły ten nos, zniknęły. Jeżeli rzeczywiście zostały na zawsze pogrzebane na samym dnie zbiornika genów, świat stał się przez to smutniejszym miejscem. Taki piękny był ten nos.

Nie chcę zdradzać więcej szczegółów z fabuły. To magiczna, delikatna historia, oniryczna opowieść o miłości i samotności, uczuciach, rozumieniu i poznawaniu samego siebie. Już dawno nie czytałam książki, która całkowicie by mnie wciągnęła, tak że nie dostrzegałam zupełnie niczego wokół - ani tego, że jest strasznie zimno, ani że deszcz pada mi do mieszkania, ani zadziwiająco szybkiego upływu czasu. Czytając, czułam się jakbym śniła. Taka jest ta powieść. Jest niesamowitym, odrealnionym snem, który mógł zdarzyć się nie tylko we współczesnym Tokio i Europie, ale w każdym miejscu i czasie.

Murakami pisze bardzo lekko, naturalnie, przez tekst płynie się spokojnie i delikatnie, można dać się ponieść temu prądowi, wydarzeniom, snom i myślom. Bo tu jest dużo myśli, dużo poszukiwania siebie i swojej świadomości. Wszystko jest jasne - a każda myśl bohaterów, postaci głębokich, kolorowych i nieszablonowych - każe czytelnikowi zacząć myśleć o sobie i swoim miejscu na świecie.

Leżąc tak, na jakiś czas zamykam oczy, po czym je otwieram. Cicho wciągam powietrze i je wypuszczam. W moim umyśle zaczyna powstawać myśl, ale w końcu całkowicie przestaję myśleć. Między myśleniem a niemyśleniem istnieje niewielka różnica. Już nie potrafię odróżnić jednego od drugiego, tego, co istniało, od tego, co nie istniało. Wyglądam przez okno, aż niebo staje się białe, zaczynają płynąć chmury, rozśpiewują się ptaki i z trudem wstaje nowy dzień, budząc senne umysły ludzi, którzy zamieszkują tę planetę.

Ta powieść jest jak sen. Sen, w którym płynie się powoli po jasnobłękitnym niebie, patrząc na migoczący w słońcu turkusowy ocean.

******

Jutro wyjeżdżam i wracam gdzieś koło dziesiątego sierpnia. Internetu nie będę mieć, więc będę znów miała co nadrabiać ;-) Zabieram ze sobą małe co nieco:


Połowę już przedstawiałam (serię z kotem i Chmielewską), jeżeli chodzi o resztę:
  • Zadie Smith - Białe zęby
  • Carolyn Jess-Cooke - Zawsze przy mnie stój - ta oraz powyższa pod wpływem entuzjastycznych recenzji
  • Joe Hill - Pudełko w kształcie serca - nie wiem, czemu, ale skojarzyło mi się z Kingiem. I słusznie, bo to jego syn, o czym dowiedziałam się już po kupnie ;-)
  • Kathy Reichs - Kości w proch - jeszcze nie czytałam niczego od tej pani, a serial jest niezły, więc... czemu nie?
Do zobaczenia!

środa, 27 lipca 2011

One Lovely Blog Award - jednak mnie pokusiło :-)

O rany, zrobił mi się tutaj skandaliczny zastój! Wstyd i hańba. Na szczęście stos książek do przeczytania maleje, czekają na napisanie dwie recenzje, nadrabianie zaś zacznę od One Lovely Blog Award, zabawy, do której zostałam zaproszona, za co dziękuję serdecznie Ewie oraz komuś o loginie Sarenkasarna, kto niestety nie zostawił na siebie żadnego namiaru.
Ze swojej strony nie nominuję nikogo, ponieważ chyba wszyscy znajomi blogerzy wzięli już w tym udział, jak zwykle zostałam na szarym końcu :-)

Czas więc na parę nieznanych faktów na temat mojej skromnej osoby: 
  1. Nie cierpię smaku kawy, choć zapach uwielbiam. Wiele razy próbowałam ją pić, ale niestety. Nie znoszę, nie cierpię, nienawidzę tego smaku. 
  2. Mam wieczne kłopoty z równowagą i kierunkami. Przewracam się na prostej drodze, skręcam w prawo zamiast w lewo, a na rowerze nauczyłam się jeździć dopiero jako jedenastolatka. I do tej pory jeżdżę jak pomylona. I boję się przez to robić prawo jazdy :-)
  3. Nie potrafię chodzić w butach na obcasie. Wszelkie próby przyswojenia sobie tej umiejętności spełzają na niczym.
  4. Często zwierzam się swojej kotce, Lunie. I naprawdę, absolutnie jestem przekonana, że ona mnie rozumie. Mało tego, jestem pewna, że ona potrafi przekazać wszystko. Każdy dźwięk, który ona wydaje, oznacza coś innego. Wiem, kiedy chce się bawić, kiedy jeść, a kiedy mam jej posprzątać w kuwecie. Umie się obrazić, umie rzucić spojrzenie pełne dezaprobaty i ciągle sprawdza granice mojej cierpliwości. Doskonale wie, co znaczy "nie wolno", a kiedy zrozumie, że to nie przelewki, prycha pogardliwie i odchodzi, udając kompletny brak zainteresowania. Czasem ludzie uznają to za objaw mojej lekkiej fiksacji.
  5. Jestem uzależniona od czekolady. I chyba w ogóle od jedzenia. I wiecznie się odchudzam.
  6. Wybrałam, zdaje się, niewłaściwy kierunek studiów. Niestety inaczej wyobrażałam sobie polonistykę. Ratuje mnie specjalizacja - edytorstwo. Po licencjacie wybieram się na magisterkę z bibliotekoznawstwa i informacji naukowej. I naiwnie wierzę w to, że kiedyś wyniosę się do jakiejś wsi zabitej dechami, otworzę prywatną bibliotekę (bo jak w takim tempie będę gromadzić książki, to bez tego nie będę miała gdzie ich trzymać...) albo coś w ten deseń, będę pracować online, robiąc korekty różnych dziwnych rzeczy, w międzyczasie będę przykładną panią domu oraz będę pisać książki. I będę miała dużo psów i kotów.
  7. Mam zdolności manualne do wszystkiego, tylko nie do rysowania. Nawet malować farbami umiem, ale ołówkiem nie narysuję prostej kreski. Ani kółka. Ani niczego.

piątek, 17 czerwca 2011

Żyję, żyję ;-)

Wiem, to tak głupio zakładać bloga, a potem zaraz zapominać o nim na parę tygodni. Ale spokojnie, już mam plan na czas najbliższy. Otóż egzamin z HLP zdaję za tydzień w sobotę - i od sobotniego południa mam już wakacje ;-) Zaraz po egzaminie wyjeżdżam na kilka dni i zabieram ze sobą część poniższego stosu, a od czwartego lipca zaczynam praktyki w magazynie TAKE ME. Będę robić korekty. Na szczęście nie będzie tego zbyt wiele, swobodnie będę więc mogła zajmować się wieloma rzeczami, które uwielbiam, a na które ostatnio nie było czasu. Będzie więc duuuuuużo czytania i duuuuużo pisania!
Tymczasem zmykam czytać lektury na egzamin, pozdrawiam serdecznie i obiecuję nadrobić wszystkie braki. W tym nieodwiedzanie innych blogów... ;-)

czwartek, 5 maja 2011

Pierwsze stosiki

Sesja zbliża się wielkimi krokami, a po drodze mnóstwo różnych spraw. Biegam, załatwiając sobie staż (Wydawnictwo Replika!), czytam w dużym tempie lektury na historię literatury, piszę prace zaliczeniowe... Dużo się dzieje. A tu pod nosem, w międzyczasie, systematycznie rośnie mi stos książek do przeczytania "dla przyjemności", to jest, poza trybem studiów. Bo nie ukrywam, wiele z moich obowiązkowych lektur jest dobra do czytania i wartościowa :) Niestety, gorzej z czasem na pisanie o nich. Myślę, że po sesji, pod koniec czerwca, znajdę czas, by napisać choć o kilku z nich.

A mój gromadzony od troszkę ponad miesiąca stosik wygląda tak:


Od góry:
Vladimir Nabokov - Lolita
Krzysztof Piskorski - Poczet dziwów miejskich
L.J. Braun - Kot, który... - kilka tomów z serii
Mario Puzo - Ojciec chrzestny
Neil Gaiman - Księga cmentarna
Andriej Bielanin - Tajny wywiad cara Grocha
Terry Pratchett - Świat finansjery
Carlos Ruiz Zafón - Pałac Północy
Haruki Murakami - Sputnik Sweetheart
Julian Tuwim - Czary i czarty polskie

Już nie mogę doczekać się czytania tych wszystkich przyjemności... ;)
Tymczasem najpierw czeka na mnie ten stos + kilka jeszcze pozycji, których nie mam na stanie. Deadline - 13 czerwca. Ciekawe, ile się uda przeczytać...


Henryk Markiewicz - Literatura pozytywizmu
Maria Podraza-Kwiatkowska - Literatura Młodej Polski
Programy i dyskusje literackie okresu Młodej Polski
Programy i dyskusje literackie okresu pozytywizmu
Jan Kasprowicz - Wybór poezji
Henryk Sienkiewicz - Wybór nowel i opowiadań
Bolesław Prus - Opowiadania i nowele
Aleksander Świętochowski - Dusze nieśmiertelne
Stefan Żeromski - Wybór opowiadań

I teksty, których nie mam na zdjęciu:
Stanisław Wyspiański - Wesele
Stanisław Wyspiański - Wyzwolenie
Stanisław Wyspiański - Warszawianka, Lelewel, Powstanie listopadowe
Tadeusz Miciński - Wybór wierszy
Stanisław Przybyszewski - Wybór pism
Leopold Staff - Wybór poezji
Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni
Wacław Berent - Próchno
Adam Asnyk - Wybór wierszy
Maria Konopnicka - Wybór nowel
Maria Konopnicka - Wybór opowiadań
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Wybór poezji

Ufff... Dużo. Trzymajcie kciuki.