Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 listopada 2011

"Kwiat kalafiora" - Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Kwiat kalafiora
Autor: Małgorzata Musierowicz
Wydawnictwo: Akapit Press
Rok wydania: (1981)
Ocena: 9/10
[audiobook]
 
Był w moim życiu taki moment, że w Jeżycjadzie zaczytywałam się namiętnie. To było pod koniec podstawówki, miałam dziesięć, może jedenaście lat. Biegałam po lekcjach do szkolnej biblioteki, brałam trzy tomy z serii, czytałyśmy je razem z mamą na wyścigi, a następnego dnia odnosiłam je i porywałam następne. Kiedy docierałyśmy do ostatniej części, następnego dnia zaczynałyśmy od początku. 
Wychowywałam się na książkach pani Małgorzaty, uwielbiałam bezgranicznie, całym sercem, nieodwołalnie. PRL zawsze wyobrażałam sobie taki, jaki opisywała. Gorąco pragnęłam cofnąć się w czasie i widzieć świat taki, w jakim istnieli jej bohaterowie, którzy stanowili dla mnie niemal drugą rodzinę. Kiedy jednak skończyłam pierwszy etap mojej wędrówki przez meandry edukacji, nadszedł czas na inne książki. Przeprowadziłam się w międzyczasie do Poznania i podjęłam studia. Nie będę ukrywać - to, że wybrałam właśnie to miasto, nie było przypadkiem ;-) Teraz, kilkanaście lat później, niespodziewanie nieco, Jeżycjada znów u mnie zagościła. Tym razem w formie audiobooka. I przyznam szczerze, że jestem nieco oszołomiona...

Kwiat kalafiora to trzecia część cyklu. Opowiada przede wszystkim o siedemnastoletniej Gabrysi Borejko. Historia zaczyna się w sylwestra 1977 roku. Gaba, dziewczę wysokie, krzepkie i zdrowe, postanawia w ten wieczór przeistoczyć się, niespodziewanie dla samej siebie, w romantycznego motyla i wybrać na prywatkę do kuzynki Joanny. Z zabawy wyciąga ją nagły, alarmowy telefon, którego powód postawi na głowie całe dotychczasowe życie w jednym z mieszkań secesyjnej kamienicy przy Roosevelta... Oto nagle na barki Gabrieli spadają wszystkie obowiązki pani domu, z upilnowaniem młodszych sióstr na czele. A jeszcze trzeba wykaraskać się jakoś z dwói z fizyki, dogadać z pewnym Januszem i poradzić sobie z wyjątkowo niesympatyczną i napastliwą sąsiadką.

Tak, znam tę książkę na pamięć od lat. Postanowiłam umilić sobie audiobookiem czas, który spędzałam przy sprzątaniu, zmywaniu, gotowaniu, robieniu zakupów i innych czynnościach, wymagających zaangażowania patrzałek. A że był to mój pierwszy raz z taką formą lektury, postawiłam na coś dobrze mi znanego. I wiecie co?
Jestem zachwycona. Zawsze czułam się wzrokowcem, toteż dźwiękowy odbiór powieści jakoś mnie nie przekonywał. Tymczasem to wspaniały sposób, który przez "czytanie" uszami pozwala na zaoszczędzenie mnóstwa, mnóstwa czasu, zapoznania się z jeszcze większą ilością książek i który jest niesamowicie wygodny. Nie znoszę zmywać naczyń, ale z książką w uszach jest o wiele, o wiele przyjemniej. 

A jaki jest Kwiat kalafiora? Cudowny. To ciepła, rodzinna powieść, zarówno dla dorastających dziewczyn, jak i ich matek, babć czy ciotek. I wiem, że istnieją na tej planecie mężczyźni, którym też się podobała. 
Jeżycjada to cała galeria wyrazistych, wspaniałych postaci, których nie da się nie pokochać. Do tego jeszcze niezwykła sprawność językowa autorki jest miodem na moje filologiczno-korektorskie serce. 
Owszem, nietrudno jest przewidzieć przebieg większości wydarzeń. Ale to nie ma znaczenia, bo kiedy czyta się Musierowicz, wszystko w środku rozgrzewa się tak przyjemnie, świat robi się od razu bardziej kolorowy i przytulny.
I od razu bardziej kocha się Poznań, dziś zakorkowany, rozkopany i pogrążony w chaosie. W dodatku to wspaniałe uczucie - znać z własnej codzienności ulice, którymi chadzali Borejkowie i na których toczyły się eksperymenty grupy ESD czy przesiadywać godzinami w bibliotece, w której pracował Ignacy. Chyba znów popadłam w Jeżycjadowy ciąg. I bardzo mi z tym dobrze!

niedziela, 20 listopada 2011

"Letni Domek" - Marcia Willett

Tytuł: Letni Domek
Autor: Marcia Willett
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ocena: 7/10
 
Chyba każdy marzył kiedyś o miejscu, w którym mógłby odpocząć od zgiełku, problemów życia codziennego, szalonego miejskiego pośpiechu. O, albo zamieszkać gdzieś na wsi. Mieć mały domek z ogródkiem, ciszę, zieleń wokół, sąsiadów-przyjaciół. I jednocześnie być blisko ludzi, których bardzo się kocha. 
Ja mam takie marzenie, już od lat. I czytając tę powieść gdzieś w środku poczułam przez ułamek sekundy, że ono się spełniło.

O czym jest ta historia? Matt, młody pisarz po fantastycznym debiucie, szuka natchnienia. Wciąż dręczy go jednak pisarska bezpłodność, a w dodatku odkrywa, że nie wie wszystkiego o swojej rodzinie, dawno już rozbitej. Wcześnie stracił ojca, korespondenta wojennego. Matka po jego śmierci zaś załamała się zupełnie, tracąc rozum. Matt wychowywał się więc razem z siostrą, Imogen, pod opieką ciotki Lottie - słodkiej, kochanej osoby. 
Teraz Matt mieszka w Londynie, a Lottie, razem z przyjacielem, starym Milo, mieszkają właśnie na wsi. Tuż obok ich Rezydencji, na tej samej posesji, stoi właśnie Letni Domek.

Długo zbierałam się do lektury, niewiele krócej czytałam, a teraz długo zastanawiam się nad tym, co właściwie powinnam napisać o Letnim Domku. Bo uczucia mam w zasadzie nieco mieszane, przy czym wynika to raczej z moich gustów czytelniczych niż z jakości książki, bo tej nie można jej odmówić.

Jeżeli szukacie wartkiej akcji, dreszczyku niepokoju, zawikłania trudnego do wyjaśnienia - tutaj tego nie znajdziecie. Owszem, zdarzają się konflikty, tajemnice, kłopoty - ale wszystkie przemijają jak zły sen. Ta powieść niesie ze sobą zupełnie inną wartość. To historia rodzinnego ciepła, pięknych relacji między bliskimi sobie ludźmi. Lektura wspaniale koi skołatane nerwy i odpręża, pozwala zapomnieć o zgiełku życia codziennego, rozmarzyć się i uśmiechnąć spod ciepłego koca i zza kubka kakao.

Skąd więc u mnie taka ocena? Chyba właśnie z powodu mojego gustu. Mimo wszystko lubię, kiedy dzieje się dużo i szybko. Letni Domek to bardzo miły przerywnik między takimi właśnie książkami, jeżeli więc ktoś lubi takie kojące, ciepłe, przyjazne powieści, to gorąco polecam. Nie ma tutaj żadnych fajerwerków, życie toczy się spokojnym, szerokim rytmem, jak leniwa rzeka, której donikąd się nie spieszy. I według mnie to jest największy czar tej książki - pomaga znaleźć chwilę spokoju w tym zabieganym świecie.

Za Letni Domek dziękuję bardzo wydawnictwu Replika.

 

czwartek, 8 września 2011

"Białe zęby" - Zadie Smith

Tytuł: Białe zęby
Autor: Zadie Smith
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-240-1782-9
Moja ocena: 9/10

To, zdaje się, pierwsza w moim życiu książka, którą wzięłam do ręki z powodu entuzjastycznych recenzji. No i tytuł - intrygujący, prawda? Więc kupiłam i przeczytałam opis na okładce. Tak, w tej kolejności. I przyznam się, że ciut zwątpiłam...
Decydowanie o wszystkim za pomocą monety? Archie nieudacznik? Muzułmanie i Jamajczycy, w dodatku Jehowi? Kurza melodia, co to za książka?

Ale zacznijmy od początku. Archie, mężczyzna w średnim już wieku, ma dość. Jego moneta decyduje za niego o samobójstwie. Co, oczywiście, w jego przypadku, się nie udaje i wprawia go w euforię. Cóż, trzeba się więc napić czegoś, prawda? Tu na plan wkracza Clara - Jamajka bez górnych zębów. Kiedy do tej dwójki dorzuci się Samala Iqbala, muzułmanina i najlepszego przyjaciela ateisty Archiego, można zwariować. A to dopiero początek - poczekajmy na następne pokolenia...

Tak, ta książka jest zwariowana. Styl Zadie Smith jest żwawy, konkretny, błyskotliwy. Bohaterowie wspaniali, wyraziści, ze swoimi zaletami i wadami, trudnym charakterem i silną indywidualnością. Ta historia jest żywa, zabawna, poruszająca - ideał, prawda? Cóż, nie do końca. Chwilami odczuwałam mocne przeciążenie niektórymi wątkami oraz, nazwijmy to subtelnie, zjawiskami językowymi. Autorka chwilami zbyt mocno koncentrowała się na rozwinięciu pewnych tematów, co, zwłaszcza, że w książce rządzi dialog, bywało przyciężkie. Niektóre zaś wątki zdawały się zbyt przerysowane. Zwłaszcza - uwaga, spojler! - Chalfenowie.

Ale dla mnie to w zasadzie jedyne mankamenty. Dla mnie nie jest jednak najważniejsza stylistyka tej powieści, tylko to, co z niej wynikało. Otóż, czytałam już kiedyś kilka, może kilkanaście książek o tak zwanym "poszukiwaniu tożsamości", w których tych poszukiwań było tyle, co kot napłakał. A tutaj rzeczywiście to poczułam. Lubię książki, w których stan wewnętrzny bohaterów rejestrowany jest przede wszystkim w zachowaniu. Można czytać w ich gestach, słowach, mimice - a wtedy zaczyna się rozumieć. Zrozumiałam Clarę i jej stosunek do matki, zrozumiałam Irie, uciekającą od samej siebie, zrozumiałam Samala i jego walkę o zachowanie własnej tożsamości, zrozumiałam nawet Archiego. Trudno o zachowanie choćby elementarnego spokoju wewnętrznego, poczucia bezpieczeństwa pośród takiej mieszanki pokoleń, ras, kultur, religii, ideologii wszelakich, w tym gigantycznym emigranckim kotle, jakim był Londyn w ciągu drugiego półwiecza XX wieku.

Podziwiam Zadie Smith za to, że udało jej się uchwycić te wszystkie problemy w taki zabawny, a jednocześnie przejmujący, dojrzały i dość przekonujący sposób. Polecam!