Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od wydawnictwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od wydawnictwa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 marca 2012

"Świat w pastelach Ingi" - Aneta Rzepka

Tytuł: Świat w pastelach Ingi
Autor: Aneta Rzepka
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2012
Ocena: 8/10

Gabrysia. Matka, żona, świetna nauczycielka. Wydawałoby się, że w jej życiu układa się pomyślnie, że ma wszystko. Ale to tylko pozory. Praca, którą wykonywała z początku z pasją i misją, stała się rutyną. Przestała dawać jej satysfakcję. W życie wkracza odtwórczość, brak nowych wyzwań, nuda i stagnacja. 
A w domu? Kilkuletnia córeczka, Dominika oraz mąż, Michał. Mąż, traktujący Gabrysię instrumentalnie, nie liczący się z nią leń i hipokryta. Jakby tego było mało, jego stosunek do niej psuje się coraz bardziej. A kiedy dodamy do tego ograniczenia, które na nią narzuca - cóż, trudno się dziwić, że Gabrysia któregoś dnia potajemnie zakłada bloga, by pod pseudonimem Inga wyrzucić z siebie wszystkie zgryzoty. Wkrótce okazuje się, że internetowe zapiski mają stałego czytelnika. ~Nikt_Ważny zaczyna odgrywać w życiu Gabrieli zaskakująco ważną rolę.

Cóż ja na to? 
Pomysł skądś znany. Gdzieś po głowie kołacze mi się Samotność w sieci, z kąta odzywa się Nigdy w życiu Grocholi. Sama powieść nie jest zbyt odkrywcza, a treść jest raczej przewidywalna. Jest w tej powieści jednak coś, co sprawiło, że przeczytałam ją już dwukrotnie, za każdym razem ciesząc się tą lekturą. Tchnie z tej książki jakiś optymizm, niekończąca się nadzieja na zmianę, wsparcie w podejmowaniu ważnych decyzji. I gdzieś cichutko siedzi tu wiara w to, że nic w naszym życiu nie dzieje się przypadkowo. 

Ogromnym plusem tej powieści jest jej wielowątkowość. Ludzkie losy przeplatają się tu bardzo naturalnie, a istnienie każdego bohatera ma znaczenie. Powiązania między postaciami, ich działania i sprzężenia budują przekonanie, że każda napotkana w życiu osoba ma na nas wielki wpływ. I płynie z tej powieści jeszcze jeden morał - nie ocenia się ludzi po pozorach. Pod każdą, nawet najgrubszą skorupą może kryć się człowiek-skarb.

Chociaż idea wydaje się naprawdę ograna, ta powieść ma w sobie to coś, co nie pozwala się od niej oderwać. Chociaż zakończenie jest nieco cukierkowe, czyta się bardzo przyjemnie. Autorka posługuje się pięknym, ciepłym językiem. To jest tak, jakby słuchało się czyjegoś kojącego głosu. A cudna okładka dodaje tej książce jeszcze więcej uroku. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Replika. 
 

***

Przepraszam za moją nieobecność. Mam jakiś przedziwny czytelniczy zastój, do tego licencjat, do tego choruję... Ale jestem i nie znikam z tego światka, o nie! ;-)

sobota, 3 marca 2012

"Pałac tajemnic" - Agnieszka Pietrzyk

Tytuł: Pałac tajemnic
Autor: Agnieszka Pietrzyk
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ocena: 7/10
 
Każdy pałac kryje jakąś tajemnicę. Małą lub wielką, zupełnie prozaiczną albo ponurą i mroczną, taką, której może czasami lepiej nie poznać. Jednak kiedy chodzi o podwójne morderstwo i zaginięcie, sprawa natrętnie domaga się wyjaśnienia.

Do barokowego, niszczejącego pałacu w Ponarach, który przekształcono na mieszkania gminne, przyjeżdża Alicja Prus, pisarka kryminałów. Chce napisać powieść o zbrodni, którego dokonano tu kilka tygodni temu i którego dotąd nie udało się wyjaśnić. Wprowadza się do feralnego mieszkania numer siedem, w którym zamordowano rosyjskie małżeństwo Reznikowów, i których córka, kilkunastoletnia Sonia zaginęła. Z rozmów, które przeprowadza z mieszkańcami pałacu, wyłania się coraz mroczniejszy i bardziej zagmatwany obraz tego, co wydarzyło się tamtego dnia. 

Lokatorzy pałacu stanowią w zasadzie cały przekrój społeczeństwa. Są tutaj alkoholicy, ofiary przemocy domowej, drobny gangster z ciężarną dziewczyną, przeciętny niezdara i jego głucha żona, profesor i znana skrzypaczka, jest też tajemniczy samotny mężczyzna i stara Żydówka. Każdy z nich jest inny, zna inne szczegóły i ma odmienne podejrzenia. Alicji pozostaje jedynie dotrzeć do najważniejszego - kto zabił? I gdzie podziała się Sonia?

Autorka miała bardzo dobry pomysł na klasyczny kryminał. Chyba większość z nas pociągają historie, w których kryją się mroczne tajemnice, a takie pałace mają w sobie jakąś moc przyciągania. Powiem więcej - książka ta nadaje się według mnie do przetworzenia na filmowy scenariusz. Mam nawet wizję, jak mogłoby to wyglądać. Mógłby powstać naprawdę interesujący obraz. 

Dlaczego więc moja ocena wygląda właśnie tak? Cóż... Długo zastanawiałam się, jak ocenić tę książkę. Chociaż pomysł według mnie jest naprawdę, naprawdę dobry, zawiodła nieco jego realizacja. Mam poczucie, że powieść ta jest nierówna stylistycznie. Fragmenty relacji mieszkańców pałacu są w większości udane. Autorka starała się indywidualizować język bohaterów zgodnie z ich pozycją społeczną. Wypowiedzi te są żywe, potoczyste, dynamiczne. Dzięki temu historia nabrała znamion realizmu. Jednakże mocno zgrzytały mi pozostałe fragmenty. Wydały mi się toporne, pisane suchymi, krótkimi zdaniami. Brakowało mi tam przymiotników i przecinków. Czytałam jednak wcześniej inne recenzje tej książki i spotkałam się z bardzo pozytywnymi opiniami o języku tej powieści. Może więc to po prostu kwestia gustu? Mnie to jednak dość przeszkadzało i utrudniało skupieniu się na narastającym napięciu. 

Dobrze wyszło pani Pietrzyk równoważenie głównej akcji wątkiem pobocznym - jest wpleciony znakomicie, nie przesycony ani zbyt skromny. Dzięki niemu Alicja staje się postacią z osobowością, z jakąś historią, w toku jej śledztwa bowiem jest ona zupełnie przezroczysta.

To niezbyt długa książka, w sam raz na wolny wieczór, by oderwać się od nijakiej rzeczywistości i zanurzyć w zieloności i jeziora Mazur. I muszę przyznać, zostając sama w domu po jej lekturze czułam się nieco nieswojo... ;-)

Za książkę dziękuję Replice.

niedziela, 26 lutego 2012

"Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki" - Marcel Pagnol

Tytuł: Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki
Autor: Marcel Pagnol
Wydawnictwo: Esprit
Rok wydania: 2011
Ocena: 9/10

Do przygód Marcela zabrałam się w zasadzie od końca, najpierw przeczytałam przecież Czas tajemnic. Z pewnością jednak nie zaważyło to na moim odbiorze obu książek, gdyż są po prostu fantastyczne. Muszę się jednak przyznać - dopiero przy lekturze drugiej-pierwszej części zorientowałam się, że właściwie jest to zbeletryzowana autobiografia.

Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki to właściwie dwie opowieści w jednej. Trudno jednakże je rozdzielić - pierwsza przechodzi w drugą płynnie i niemal niezauważalnie.

Poznajemy historię Marcela od najwcześniejszych, dziecięcych wspomnień. Rdzeniem opowieści są jednakże pierwsze wakacje w wynajętym domku na wsi, w Bastide-Neuve. Razem z całą rodziną - z rodzicami Józefem i Augustyną, Marcelem, Pawełkiem, ich młodszą siostrzyczką, ciotką Różą i wujem Juliuszem - wędrujemy przez wonne, piękne, pełne rozmaitych stworzeń wzgórza Prowansji. Trafiamy do istnego raju na ziemi, miejsca, gdzie każdy odzyskuje siły i nabiera rumieńców. To kraina zabaw w Indian, pierwszych polowań ze strzelbą i pułapkami, pierwszych chwil chwały, pierwszych rozczarowań i kompromitacji, kraina w której czas przestaje mieć znaczenie, o ile nie chodzi o tryb życia zwierząt. Kraina pachnących ziół i ćwierkających ptaków, śpiewających kamieni muzykalnych cykad. To też kraina pierwszej prawdziwej przyjaźni, tej najsilniejszej, która trwa do samego końca. Wreszcie to miejsce, do którego tęskni się tą wieczną tęsknotą, do którego wraca się w wycieczkach wprost ze szkolnej ławy w środku zimy. To najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa, najważniejsze, najtroskliwiej pielęgnowane, niczym najcenniejsze klejnoty.

Ale opowieść Pagnola to nie tylko te wzgórza. To także wiele życiowej mądrości - tej zapamiętanej i tej wniesionej do tej historii przez samego autora. I jeszcze to, o czym wspominałam przy jego poprzedniej książce - ten cudowny, dziecięcy punkt widzenia, który przypomina mi moje własne dzieciństwo, moje wzloty, upadki, radości i małe tragedie. Pozwala zanurzyć się w świat cudownej, słonecznej beztroski, tak potrzebnej nam każdego dnia.

piątek, 3 lutego 2012

"Czas tajemnic" - Marcel Pagnol

Tytuł: Czas tajemnic
Autor: Marcel  Pagnol
Wydawnictwo: Esprit
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10

W życiu każdego chłopca nadchodzi kiedyś taki moment, który wywołuje małe, prywatne trzęsienie ziemi. I zwykle wtedy chodzi o dziewczynę. A potem następuje dorastanie...
Kiedy spotykamy Marcela, spędza on właśnie lato razem z rodziną w Bastide-Neuve, w Prowansji. Do tej pory całymi dniami razem z przyjacielem polowali na ptaki, teraz jednak wkroczyło coś nowego w ich życie. Obowiązki. 

Pewnego niepozornego dnia Marcel spotyka na swej drodze Isabell, dziewczynkę, która jawi mu się jako księżniczka, arystokratka, i która ma wyjątkowy talent do owijania sobie chłopców wokół palca... Tego, jak to się odbije na Marcelu i jego przyjaźni z Lilim, można się łatwo domyślić. 
Tymczasem lato się kończy, a Marcela czeka zupełnie nowe doświadczenie - ma wkroczyć w kolejny etap swojej edukacji. Nie tylko nie zna w nowej szkole nikogo - jako stypendysta musi się bowiem wykazać czymś więcej. Zaczyna się droga chłopca ku dorosłości, pełna nowych przyjaciół, nowych wyzwań oraz nowych zasad, do których należy się dostosować.

Ubawiłam się serdecznie przy tej książce. Ciepła, pachnąca ziołami Prowansja, rozleniwiające słońce i bardzo sympatyczny francuski humor, serwowany nam przez Pagnola - spędziłam nad tą książką wspaniałe popołudnie. Choć przy pierwszych kilku stronach miałam wrażenie, że to powieść raczej dla młodszych czytelników, szybko zmieniłam zdanie. Jestem przekonana, że spodoba się nie tylko dzieciom, ale i dorosłym, szukającym w lekturze odpoczynku i dobrego humoru.

Fantastyczne u Pagnola jest to, że naprawdę czuć tę narrację z perspektywy dziecka. Chociaż powieść pisana jest jakby po latach od tych wydarzeń, narrator nie przybiera postawy typu "wtedy byłem młody i głupi". Wręcz przeciwnie - i to dzięki temu ta książka jest tak ciepła i sympatyczna. I nie sposób nie wspomnieć o ilustracjach Jeana-Jacquesa Sempé, które wspaniale dopełniają atmosferę tej książki.
Żałuję troszeczkę, że nie przeczytałam najpierw wcześniejszych części przygód Marcela. Chociaż właściwie nie jest to przeszkodą podczas lektury, bardzo chciałabym je przeczytać.
Polecam serdecznie ;-)

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu Esprit.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

"Królestwo spokoju" - Jack Ketchum

Tytuł: Królestwo spokoju
Autor: Jack Ketchum
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ocena: 6/10

Świetna okładka, prawda? Od razu przyciąga uwagę, zwłaszcza w zestawieniu z tytułem. Z pewnością zanosi się na literaturę grozy. 
Ale jakiej grozy?
Powiem wprost - nie znając tego autora, sugerując się samą okładką i tytułem (dodajmy - NIGDY nie czytam opisu z okładki przed lekturą książki) z jakiegoś niewyjaśnionego, nieuzasadnionego powodu spodziewałam się czegoś innego.
Ale po kolei.

Ketchum w przedmowie do tej książki pisze co nieco o jej istocie. Ma się poczucie, że ten tom jest jakby jego ukochanym dzieckiem, wypieszczonym, dopracowanym, składanym pieczołowicie przez długi czas. To zbiór opowiadań pisanych na przestrzeni lat. Opowiadań różnorodnych, od opowieści "niemalże do rany przyłóż" (określenie samego autora!) po historie, których lepiej po ciemku nie czytać, a i tak będą się śnić po nocach. I ten tytuł... Ponoć wcale nie miał być ironiczny. Czyżby? Nie wiem, czy to po prostu ja nie umiem odebrać go inaczej, czy to jego "po-lekturowa" interakcja z treścią. Zresztą, Ketchum wyjaśnia jego genezę, jej odkrycie pozostawię Wam.

W tomie znajduje się kilkadziesiąt opowiadań. Po stronach książki krążą duchy, biegają mordercy i kowboje (tak, jest nawet western!). Rzeczywiście, historie tu zawarte są niesamowicie różnorodne - inspirowane czasem jakimś większym wydarzeniem, a czasem maleńkim drobiazgiem. Niektóre z nich są subtelne, urzekające niemal, tak, jak to określił autor w przedmowie. A zaraz za nimi rozciąga się całe spektrum opowiadań pełnych krwi, brutalności, seksu - często ostrego i perwersyjnego, zbrodniczych planów i myśli - wszystkiego, co tylko da się znaleźć w tej ciemnej stronie ludzkiej natury. 

Z ilością tekstów wiążą się dwie rzeczy. Po pierwsze, 420 stron grozy to nie jest lektura na raz. Ja przeczytałam tę książkę w przeciągu jednego popołudnia. Owszem, można to tak przeczytać, czemu nie, zwłaszcza że opowiadania są mocno wciągające. Jednakże przy takiej ilości treści, o których pisałam powyżej, łatwo popaść w coś w rodzaju znieczulicy. Groza, kiedy jest jej zbyt dużo, przestaje być... groźna. Wydaje mi się, że gdyby rozbić ten tom na dwie mniejsze książki, byłoby dużo korzystniej dla ich odbioru. 

Druga sprawa - różnorodność pociąga za sobą nierówność. Ketchum to bez wątpienia dobry pisarz, jeden z lepszych w branży. Swoim stylem przypomina mi nieco Mastertona. Jednakże nie ma mowy, by przy takiej ilości tekstów nie było tekstów słabszych. W tomie są perełki, teksty naprawdę rewelacyjne, jak chociażby Pudełko (za które zresztą autor otrzymał nagrodę Brama Stokera). Znajdziemy teksty, które z jakiegoś powodu nie chcą wyjść z głowy (jak Niedziele). I są też takie, które  zupełnie nie docierają do czytelnika (dla mnie takim opowiadaniem był na przykład Łańcuszek), Ot, kwestia gustu. Nie spotkałam wszak jeszcze zbioru opowiadań, w którym każde byłoby doskonałe (nooo, poza Szafą Tokarczuk, ale to jak do tej pory ewenement w mojej czytelniczej karierze. A poza tym tam są tylko trzy historie).

Niemniej jednak ta książka jest niezłą gratką dla fanów gatunku i samego autora, więc zapraszam - przygotujcie tylko herbatę, ciepły kocyk, zapasowe źródło światła i kogoś, by nie zostawać po lekturze samemu na noc.

I spójrzcie przy okazji na zdjęcie autora na skrzydełku okładki - czyż nie jest podobny do mistrza Kinga? ;-)

Za książkę dziękuję wydawnictwu Replika.

sobota, 14 stycznia 2012

"O modlitwie. Listy do Malkolma" - C.S. Lewis

Tytuł: O modlitwie. Listy do Malkolma
Autor: C.S. Lewis
Wydawnictwo: Esprit
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10

Czego można oczekiwać od książki o takim tytule? Trudnego, ciągnącego się w nieskończoność traktatu filozoficzno-teologicznego, przez który dadzą radę przebrnąć tylko desperaci? Trudnych słów, skomplikowanych rozważań, pokrętnego tłumaczenia?
Nic z tych rzeczy. 

Pierwsze, co zaskakuje w tej przepięknie wydanej książce (tak, godna jest, by stawiać ją za wzór dla składaczy takich jak ja nieszczęsna), to forma. Lewis postawił na korespondencję, prowadzoną z przyjacielem, Malkolmem. Chociaż ten tak naprawdę nigdy nie istniał, Lewis zręcznie prowadzi swoją mistyfikację, na poły żartobliwie, na poły poważnie wplatając nieco prywaty w te nigdy nie wysłane listy. Prowadzi dialog sam ze sobą, usiłując odpowiedzieć na dręczące pytania o modlitwę, pytania, których na co dzień nie zadajemy, nad którymi zwykle się nie zastanawiamy. 

Lewis nawrócił się późno, jako dorosły człowiek. Był kimś o wspaniałym, wrażliwym umyśle, stanowił więc ostatnią osobę, która mogłaby chodzić do kościoła i klepać wyuczone formułki bez wnikania w ich sens i znaczenie. Nic w tym dziwnego, że opanowały go różne przemyślenia, które potem wyłożył w tej małej - bo niespełna 200-stronicowej - książeczce. 

Swoje rozważania ujął w piękny, gawędziarski język, prosty i dokładny jednocześnie. To dzięki temu książka jest przyjemna w odbiorze, a treść zrozumiała i czytelna. 

Wydaje mi się, że nie powinna to być książka, którą raz się przeczyta jednym ciągiem i odłoży. To jedna z tych, które stają się przewodnikiem, do którego wraca się w potrzebie, która pomaga zastanowić się nad sensem modlitwy i wyjaśnia wątpliwości. Lewis opowiada o swoich doświadczeniach i przemyśleniach w tej dziedzinie tak przekonująco, że z przyjemnością zaczyna się traktować jego słowa jako autorytet. Zwłaszcza, że nie istnieją według mnie powody, by mu nie wierzyć - nie prowadzi suchych dywagacji, ale każdą myśl "wypróbowuje", konfrontuje z teologią chrześcijańską i Biblią, ale także z prawdziwym doświadczeniem, jakie stało się jego udziałem bądź jakie przeprowadza w swojej wyobraźni. I chociaż Lewis należał do kościoła anglikańskiego, to różnice nie mają żadnego znaczenia. Zresztą, jak w posłowiu czytamy, dziś pewnie on sam przeszedłby na katolicyzm.

Co jest jeszcze wspaniałego w tej książeczce? Okruchy angielskiej literatury. Spotkamy tutaj chociażby Blake'a, Thoreau czy Wordswortha, z którymi miałam już kiedyś do czynienia, a których sobie cenię. A przy okazji, słyszeliście o Waldenie, nad którym Thoreau spędził dwa lata w zbudowanej przez siebie drewnianej chatce?

Choć to książka filozoficzna, brak jej zadęcia. Lewis, mówiąc z perspektywy zwykłego "użytkownika" modlitwy bardzo zbliża nas do tematu, nie pozwala mu się rozpełznąć i popaść w zbytnie teoretyzowanie. W końcu
Nawet królowa Wiktoria nie lubiła, gdy przemawiano do niej, 
jakby była "oficjalnym posiedzeniem".

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit.

 

sobota, 7 stycznia 2012

"Tunel" - Gary Braver

Tytuł: Tunel
Autor:Gary Braver
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10

A gdyby tak okazało się, że śmierć nie jest niczym ostatecznym? Że to jedynie przejście świadomości do innego wymiaru? A gdyby możliwe było doświadczenie śmierci i powrót do życia, ba - jeśli mielibyśmy dowód na istnienie Boga, to co by się stało?
Nauka od zawsze poszukuje Boga w substancji naszego widzialnego świata. Próbują go odnaleźć filozofowie, biolodzy, lekarze neurolodzy. Doszukują się go w niewyjaśnionych zjawiskach ludzie zdesperowani, rozpaczliwie pragnący cudu. Szukają go też teolodzy, religijni fanatycy, ludzie ogarnięci obsesją zbawienia. W dodatku raczej mają sprzeczne interesy...

W całe to zamieszanie trafia Zack, dwudziestopięcioletni student anglistyki. Nie miał łatwej przeszłości. Jego brat został zamordowany za bycie gejem, co spowodowało rozpad całej rodziny. Ojciec wycofał się w siebie, obwiniając swoje błędy za śmierć syna. Poszukując ukojenia w Bogu, zaszywa się w klasztorze i po paru latach tam umiera. W przeciwieństwie do Nicka, Zack i matka tracą wiarę w istnienie jakiejkolwiek boskiej istoty. Między nimi znika nić porozumienia, Zack szybko wyprowadza się z domu i rozpoczyna samodzielne życie. Pewnego dnia ulega wypadkowi, który popycha go w objęcia komy drugiego stopnia na wiele tygodni. Niespodziewanie staje się sensacją, kiedy ktoś zamieszcza w internecie film, na którym z jego ust wydobywają się niewyjaśnione sylaby. Szybko zostaje okrzyknięty cudem, a do jego łóżka pielgrzymują poszukujący uzdrowienia i innych cudów religijni desperaci. 
Kiedy w końcu budzi się, wszystko jest na pozór po staremu. Przyciśnięty do muru przez dawne długi, w które popadł grając w pokera, zgłasza się na ochotnika do laboratorium badań nad snem. Okazuje się, że leczenie bezsenności to tylko przykrywka, a on sam jest niezwykle podatny na religijne doświadczenia...
A potem wszystko wymyka się spod kontroli.

Oryginalna powieść. Wciągająca od strony pierwszej do ostatniej, nie ciągnie się niczym guma do żucia. Wręcz przeciwnie - akcja biegnie szybko, wzrok i umysł niemal nie nadążają za chęcią odkrycia, co spotka nas na kolejnej stronie. To naprawdę dobry, trzymający w napięciu thriller, sprawnie napisany.  Jedyne, co mi przeszkadza, to drobiazgi kosmetyczne dotyczące samego wydania, jak na przykład natłok różnorodnych czcionek na okładce (i wewnątrz też). Czepiam się, wiem - taka skaza zawodowa ;-)
A tematyka?
Religia to potężny mechanizm, zdolny do osiągnięcia niebotycznych celów, często nie licząc się ze środkami. A odpowiedź na pytanie, czy istnieje życie po śmierci, to chyba jedno z najbardziej dręczących ludzkość zagadnień. Braver zręcznie tworzy całą intrygę, historię noszącą właściwie znamiona prawdopodobieństwa, a która właściwie niemal daje odpowiedź, po czym zręcznie wycofuje się na z góry upatrzone pozycje. I osiąga sukces - czytelnik zostaje usidlony tym tematem, ma ochotę drążyć i poszukiwać czegoś więcej. Ja dałam się wciągnąć bez reszty.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Replika :-)

piątek, 16 grudnia 2011

"Africanus. Syn konsula" - Santiago Posteguillo

Tytuł: Africanus. Syn konsula
Autor: Santiago Posteguillo
Wydawnictwo:Esprit
Rok wydania: 2011
Ocena: 8/10

III wiek przed Chrystusem. Rzym - piękne, kwitnące miasto, staje w obliczu ogromnego zagrożenia. Na horyzoncie pojawia się potężny wróg - kartagiński wódz Hannibal, mistrz strategii wojennej, człowiek niezłomny i bezwzględny w swoich poczynaniach. W zemście za śmierć ojca chce zniszczyć miasto położone nad Tybrem. Dochodzi do trzech wielkich wojen, zwanych wojnami punickimi, po których Rzym staje się najpotężniejszym imperium w dziejach starożytnego świata. Jak to się stało, że tak wybitny wódz jak Hannibal poniósł klęskę w starciu z niestabilnym wewnętrznie Rzymem?

W 235 roku przed Chrystusem przychodzi na świat Publiusz Korneliusz Scypion. Wychowuje się w rodzinie o militarnych oraz kulturalnych tradycjach. W sztuce wojskowej szkoli go od najmłodszych lat stryj, Gnejusz, zaś ojciec zapewnia mu najlepszych nauczycieli oraz podsuwa wartościowe lektury. Szybko okazuje się, że chłopak ma wyjątkowy talent strategiczny oraz nieprzeciętną odwagę. Ojciec zabiera go więc ze sobą na front, gdzie zaledwie jako siedemnastolatek bierze udział w bitwie nad Ticinusem jako dowódca oddziału jazdy. A to dopiero początek jego błyskotliwej kariery...

Książka ta zrobiła mi bardzo nieprzyjemną niespodziankę. Otóż, w momencie pełnym napięcia... nagle opowieść się urywa, a na następnej stronie znajduje się informacja, że następna część historii Africanusa znajduje się w tomie, który ukaże się... w lutym 2012. Grrr! 
Tak, denerwuję się. Bo wciągnęłam się w tę książkę niesamowicie. Wojny punickie były moim konikiem na lekcjach historii w liceum, więc możliwość przypomnienia sobie tej historii, w dodatku w wersji zbeletryzowanej, to niezła gratka.

To bardzo dobrze napisana powieść, wartka i wciągająca. Nie przyłapałam jej na dłużeniu się czy przynudzaniu. Pisana jest czystym, przejrzystym językiem, chwilami tylko nieco patetycznym. Ale tu to nawet pasuje, w końcu mowa o jednych z największych osobistości w dziejach starożytnego świata. Ogromnym plusem jest to, że opowieść zgodna jest z faktami historycznymi, nie tylko w ogólnym zarysie, ale również w drobniejszych szczegółach. Widać, że autor poświęcił temu zagadnieniu bardzo wiele czasu i energii.

Poza panoramą wojsk oraz strategii rzymskich i kartagińskich, sporo tutaj informacji o ustroju politycznym Rzymu, jego kulturze, zwyczajach i obrzędach. Podoba mi się, że autor wyjaśnia wszystko czytelnikowi, tak by ten nie miał problemu ze zrozumieniem sytuacji. Część objaśnień znajduje się bezpośrednio w tekście, dla innych haseł na końcu książki utworzono słowniczek. Zamieszczono także kilka map, pomagających zorientować się geograficznie i strategicznie. 

Krótko mówiąc - świetna książka, nie tylko dla pasjonatów historii. Nie pozostaje mi nic innego, jak bardzo mocno polecić. I cierpliwie czekać na część następną... ;-)

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Esprit.

wtorek, 29 listopada 2011

"Potsdamer Platz" - Buddy Giovinazzo

Tytuł: Potsdamer Platz
Autor: Buddy Giovinazzo
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ocena: 7/10
 
O mafii krążą różne historie. W naszej wyobraźni żyją najrozmaitsze legendy i opowieści - o niewyobrażalnych bogactwach mafijnych rodzin, ich mackach sięgających daleko w głąb świata, który na pozór wydaje się czymś nam dobrze znanym i bezpiecznym, wreszcie - o ich bezwzględności i potwornym okrucieństwie. Kultura karmi się tymi obrazami intensywnie, przetwarzając je na legiony filmów o gangsterach, przyznajmy - nierzadko wątpliwej jakości. Wydaje mi się, że tematyka ta o wiele rzadziej pojawia się w literaturze, przynajmniej w ujęciu od wewnątrz (co nie oznacza, że w ogóle takich książek nie ma).

Książka Buddy'ego Giovinazzo to jedna z tych powieści o mafii "od kuchni". Tony jest jednym z najbardziej zaufanych członków Franchise. Jest młody, bezwzględny i skuteczny. Zostaje więc oddelegowany razem z ze swoim niezrównoważonym kumplem, Hardym, do Berlina, by usprawnić i zabezpieczyć działania przyjaciół z Europy. Jednakże już przy pierwszym zadaniu coś idzie nie tak. Młoda, śliczna dziewczyna, której nie powinno tam być, prześladuje myśli Tony'ego, który... zaczyna łamać zasady.
 
Mam paskudne dreszcze, gdy przypominam sobie tę książkę. 
Nie jest to lektura łatwa w odbiorze. Po pierwsze, utrudnia ją sposób prowadzenia narracji. W akcję dziejącą się w teraźniejszości ni stąd, ni zowąd wplatają się migawki z przeszłości głównego bohatera. Pojawiają się niespodziewanie, płynnie połączona z właściwym wątkiem. Chwilami trudno się nawet zorientować, w jakim właściwie czasie aktualnie się znajdujemy. 
Druga rzecz to samo sedno powieści. Giovinazzo serwuje czytelnikowi okrutne praktyki mafii w całej swojej okazałości. Opisuje je w naturalistyczny, mrożący krew w żyłach sposób. To sprawia, że jest to książka wyłącznie dla ludzi o mocnych nerwach. 

Chciałabym jeszcze dodać dwa słowa o psychologizacji postaci Tony'ego. Autor zafundował mu przemianę wewnętrzną, która pchnęła go wielokrotnie do działań niekoniecznie w jego sytuacji rozsądnych, na czym zasadza się cała fabuła powieści. W niespodziewanych retrospekcjach wychodzą na światło dzienne najbardziej tragiczne fakty z przeszłości bohatera, które warunkują właściwie każdy jego ruch. Tony wydaje się skazany na klęskę. 

To specyficzna książka, nie dla każdego. Nie jest to też lektura, przy której można się zrelaksować i odpocząć. Przeciwnie - ja poczułam coś na kształt ulgi, kiedy przewróciłam ostatnią stronę. Jeśli jednak jest to tematyka, która was fascynuje, to śmiało - na pewno się nie rozczarujecie, bo to dobra książka, napisana sprawnie i ciekawie. 

Za Potsdamer Platz dziękuję wydawnictwu Replika.

niedziela, 20 listopada 2011

"Letni Domek" - Marcia Willett

Tytuł: Letni Domek
Autor: Marcia Willett
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
Ocena: 7/10
 
Chyba każdy marzył kiedyś o miejscu, w którym mógłby odpocząć od zgiełku, problemów życia codziennego, szalonego miejskiego pośpiechu. O, albo zamieszkać gdzieś na wsi. Mieć mały domek z ogródkiem, ciszę, zieleń wokół, sąsiadów-przyjaciół. I jednocześnie być blisko ludzi, których bardzo się kocha. 
Ja mam takie marzenie, już od lat. I czytając tę powieść gdzieś w środku poczułam przez ułamek sekundy, że ono się spełniło.

O czym jest ta historia? Matt, młody pisarz po fantastycznym debiucie, szuka natchnienia. Wciąż dręczy go jednak pisarska bezpłodność, a w dodatku odkrywa, że nie wie wszystkiego o swojej rodzinie, dawno już rozbitej. Wcześnie stracił ojca, korespondenta wojennego. Matka po jego śmierci zaś załamała się zupełnie, tracąc rozum. Matt wychowywał się więc razem z siostrą, Imogen, pod opieką ciotki Lottie - słodkiej, kochanej osoby. 
Teraz Matt mieszka w Londynie, a Lottie, razem z przyjacielem, starym Milo, mieszkają właśnie na wsi. Tuż obok ich Rezydencji, na tej samej posesji, stoi właśnie Letni Domek.

Długo zbierałam się do lektury, niewiele krócej czytałam, a teraz długo zastanawiam się nad tym, co właściwie powinnam napisać o Letnim Domku. Bo uczucia mam w zasadzie nieco mieszane, przy czym wynika to raczej z moich gustów czytelniczych niż z jakości książki, bo tej nie można jej odmówić.

Jeżeli szukacie wartkiej akcji, dreszczyku niepokoju, zawikłania trudnego do wyjaśnienia - tutaj tego nie znajdziecie. Owszem, zdarzają się konflikty, tajemnice, kłopoty - ale wszystkie przemijają jak zły sen. Ta powieść niesie ze sobą zupełnie inną wartość. To historia rodzinnego ciepła, pięknych relacji między bliskimi sobie ludźmi. Lektura wspaniale koi skołatane nerwy i odpręża, pozwala zapomnieć o zgiełku życia codziennego, rozmarzyć się i uśmiechnąć spod ciepłego koca i zza kubka kakao.

Skąd więc u mnie taka ocena? Chyba właśnie z powodu mojego gustu. Mimo wszystko lubię, kiedy dzieje się dużo i szybko. Letni Domek to bardzo miły przerywnik między takimi właśnie książkami, jeżeli więc ktoś lubi takie kojące, ciepłe, przyjazne powieści, to gorąco polecam. Nie ma tutaj żadnych fajerwerków, życie toczy się spokojnym, szerokim rytmem, jak leniwa rzeka, której donikąd się nie spieszy. I według mnie to jest największy czar tej książki - pomaga znaleźć chwilę spokoju w tym zabieganym świecie.

Za Letni Domek dziękuję bardzo wydawnictwu Replika.

 

piątek, 11 listopada 2011

"Dom kości" - Graham Masterton

Tytuł: Dom kości
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-76741-24-6
Ocena: 9/10

Aż wstyd się przyznać, ale to moje pierwsze spotkanie z Mastertonem. Z pewnością jednak nie ostatnie. Dom kości wciągnął mnie niesamowicie, na szczęście tylko w przenośni... 

Ale po kolei.
Johna, osiemnastolatka z jednym małym syfkiem koło nosa, życie zmusza do podjęcia nowej pracy w firmie zajmującej się handlem nieruchomościami. Już w pierwszy dzień chłopak naraża się szefowi, panu Vane. Zostawiony bowiem sam w biurze, ulega natarczywemu klientowi, wydając mu klucze do jednego z domów. Szybko okazuje się, że popełnił błąd - dom bowiem figuruje na specjalnej liście pryncypała, liście ofert, którymi zajmuje się osobiście, a do których inni nie mają prawa dostępu.
Następnego dnia okazuje się, że klient, któremu John wydał klucze, zaginął w tajemniczych okolicznościach. Równocześnie w wiadomościach podają informację o budynku, w którego ścianach podczas wyburzania znaleziono kilkadziesiąt ludzkich szkieletów. Chłopak szybko kojarzy fakty - ten dom również znajduje się na liście pana Vane'a...

Jedyne, czego żałuję po lekturze, to fakt, że ta książka jest taka krótka. Czyta się ją szybko, akcja jest bardzo dynamiczna, wciąż coś się dzieje. Autor po mistrzowsku dawkuje napięcie, a skoro mnie skóra cierpła i serducho waliło - to znaczy, że książka jest rewelacyjna. Jedna z najbardziej trzymających w napięciu historii, jakie czytałam ostatnimi czasy. To jest fascynujące, takie przetworzenie najgorszych koszmarów, jakie może wytworzyć nasz umysł, i stworzenie z tego genialnej powieści grozy. 

A na deser do książki dołączone są trzy opowiadania - Szara Madonna, Kształt bestii oraz Pośpieszny Potwór. Nie będę przybliżać ich treści, powiem tylko, że robią ogromne wrażenie. W końcu trudną sztuką jest zmieścić na niewielu stronach tyle grozy i przerażającego napięcia, że później trudno zasnąć...

Na koniec jeszcze mała zapowiedź - już za jedenaście dni na rynku, nakładem wydawnictwa Replika,  pojawi się nowa książka Mastertona - Krzywa Sweetmana. Miałam okazję zapoznać się z nią, niestety bardzo pobieżnie. I nie mogę się doczekać, aż przeczytam ją porządnie ;-)
Za Dom kości dziękuję bardzo wydawnictwu Replika.