Pokazywanie postów oznaczonych etykietą holocaust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą holocaust. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2012

[film] "W ciemności" Agnieszki Holland

Tytuł: W ciemności
Reżyser: Agnieszka Holland
Rok premiery: 2012
Ocena: 8/10

Pisałam już raz o tej niezwykłej historii przy okazji recenzji Dziewczynki w zielonym sweterku. Nie stworzę więc typowej recenzji, chciałabym tylko podzielić się swoimi przemyśleniami na temat samego filmu. 

I chociaż film powstał na bazie innej książki, W kanałach Lwowa Roberta Marshalla, sama fabuła jest w zasadzie identyczna, ale wyraźna jest zmiana perspektywy. Tutaj głównym bohaterem jest drobny złodziejaszek Socha, częściej wychodzimy na powierzchnię, spotykamy ludzi, których mała Krysia nie miała szans poznać, siedząc przez czternaście miesięcy w lwowskich kanałach. Każdemu z ukrywanych przez Sochę Żydów pani reżyser poświęciła tak samo dużo uwagi. A sam Poldek Socha staje się ośrodkiem tego, co dzieje się na ekranie. Poznajemy jego rodzinę, przyjaciół, codzienność. Widzimy wszystko, co ma wpływ na niego i jego działania, a Holland doskonale pozwala nam śledzić jego rozterki i przemianę. 

Jestem raczej filmową ignorantką i koneserką najgorszych filmów świata, ale muszę przyznać, że to naprawdę dobry obraz. Obawiałam się czegoś w rodzaju seansu dla szkół, historii płaskiej i przekoloryzowanej (bo w moim odczuciu Janosik był straszny;-)). Tutaj wszystko było prawdziwe. Wszystkie emocje bohaterów - ich strach, rezygnacja, obrzydzenie, drobne radości - czuło się je razem z nimi. Czuło się grozę sytuacji, zimno kanałów, mnogość szczurów i to, jak w ich obecności czują się "Żydzi Sochy" (scena, kiedy Krysia ściąga z siebie to zwierzątko - doskonała!). I to ich wyjście na zewnątrz, przedstawione bez niepotrzebnego zadęcia i patosu.

Nie mogę jednak dać temu filmowi dziesięciu punktów. Dlaczego? Cóż, czegoś po prostu zabrakło. Nie wiem, może wynika to z faktu, że historia ta była już mi znana, a przez to film przewidywalny. Praca kamery i operowanie światłem nie dają pretekstu do doczepienia się, fakty się zgadzają, emocje, żyjąc na ekranie, przenoszą się na widza. A jednak mam poczucie niespełnienia, kiedy myślę o tym filmie. To moje subiektywne poczucie nie oznacza bynajmniej, że nie jest to obraz godny polecenia. Wręcz przeciwnie - takie filmy, o takiej tematyce, oglądać trzeba, a miłośnicy dobrego kina na pewno się nie rozczarują. 
Pozostaje tylko się modlić, żeby Historia nie dostarczała nam już więcej takich opowieści.

piątek, 2 grudnia 2011

"Dziewczynka w zielonym sweterku" - Krystyna Chiger, Daniel Paisner

Tytuł: Dziewczynka w zielonym sweterku
Autor: Krystyna Chiger, Daniel Paisner
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2011
  
Temat II Wojny Światowej zawsze wywołuje u mnie poczucie niepokoju. Przy każdej tego typu lekturze nieodmiennie towarzyszy mi poczucie, że kolejna taka katastrofa jest nieunikniona, że świat dąży do zagłady, że nie dane będzie mojemu pokoleniu przeżyć życia we względnym spokoju. Ale kiedy usłyszałam o tej książce, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Historia, o której dowiedziałam się bodajże z radia, nie chciała dać mi spokoju przez dobre kilka miesięcy, aż wreszcie udało mi się pożyczyć tę książkę od przyjaciółki.

I jak zaczęłam czytać, tak nie odłożyłam, póki nie przewróciłam ostatniej strony...

Autorka i zarazem bohaterka książki była małą dziewczynką, która miała wszystko. Wspomina, że czuła się jak księżniczka. Wychowywała się w bogatym domu, niczego jej nie brakowało. Rodzice mieli sklep z tkaninami, a kiedy pracowali, dziewczynką opiekowała się niania. W maju 1939 roku urodził się jej braciszek, Pawełek. Kilka miesięcy później wszystko zaczęło się zmieniać - tylko dlatego, że Chigerowie byli Żydami. 
Najpierw państwo Chiger stracili sklep i służbę. Później wkroczyła reglamentacja przestrzeni życiowej i zakwaterowano w ich mieszkaniu obcych ludzi. Z czasem zarekwirowano im cały majątek, a rodzina, przeganiana z jednego lokum do drugiego, coraz gorszego, żyjąc w końcu w okropnych, spartańskich warunkach, trafiła w końcu do getta,  w którym rozpętało się piekło. Coraz częstsze "akcje", masowe wywózki i morderstwa, utrata niemal całej bliskiej rodziny, terror, przerażenie - w końcu Chigerowie ratowali się ucieczką do kanałów Lwowa. Przez czternaście miesięcy nie oglądając światła dziennego, kryli się w warunkach urągających ludzkiej godności, za jedyny łącznik ze światem mając trzech polskich kanalarzy - Sochę, Wróblewskiego i Kowalowa. Leopold Socha, drobny złodziejaszek i człowiek raczej wątpliwej reputacji, zgodził się pomóc rodzinie za odpowiednią opłatą. Z czasem w swojej roli znalazł jednak misję, a okazja do zarobku stała się dla niego szansą na odkupienie. Dostarczając im pożywienie i przedmioty niezbędne do przeżycia, zżył się ze "swoimi Żydami" i zaprzyjaźnił. A Chigerowie, razem z kilkoma innymi osobami, które schroniły się razem z nimi, przetrwali. Nie tylko dzięki Sosze, ale także swojej wytrwałości, organizacji, woli życia i walki. 

Płakałam nad tą książką bardzo, bardzo długo... Ale to jest potrzebne. Krystyna Chiger pisze w swojej książce, że jest ostatnią żyjącą osobą, pamiętającą te wydarzenia. A utrata pamięci o nich to jakby dać komuś do ręki argument, że Holocaustu w ogóle nie było, a do tego bezwzględnie nie można dopuścić. To prawda. A my, po tylu długich latach, musimy dać sobie to przypominać, by historia nie zatoczyła koła. Bardzo, bardzo chcę wierzyć, że do czegoś takiego nigdy już nie dojdzie.

Przed wojną we Lwowie żyło 150 tysięcy Żydów. Schronienia tam szukało kolejne 50 tysięcy, uciekając z zachodu przed inwazją niemiecką. Okupację przetrwało tam zaledwie około dwustu osób. Wśród tego niewyobrażalnego okrucieństwa i masowej zagłady znalazło się jednak miejsce na cuda, które pozwoliły Chigerom i  ich podziemnej rodzinie przetrwać.

Autorka była wtedy kilkuletnią dziewczynką, rekonstrukcji wydarzeń dokonała z pomocą ojcowskiego pamiętnika. Sama jednak zapamiętała bardzo wiele. Opowieści, anegdoty, drobne szczegóły sprawiają, że książka, mimo przerażającej tematyki, tchnie jakimś dziwnym spokojem i optymizmem. I jednocześnie wstrząsa do głębi, każe zrewidować swoje życie i docenić to, co się ma i w jakich czasach się żyje. Ja jestem porażona, poruszona do głębi, wciąż wracam myślami do tej opowieści.

Choć pod względem językowym jest trochę usterek, bardzo wiele rzeczy się powtarza, dobrze się tę pozycję czyta. Do książki dołączono zbiór fotografii rodziny Chigerów oraz samej pani Krystyny, na przykład w muzeum, tuż obok wyeksponowanego tam zielonego sweterka, w którym przetrwała całą wojnę. Co mnie zaskoczyło? Pogodny, szczery uśmiech na jej twarzy. Mam poczucie, że wojna nie zdołała złamać jej ducha, czuje się to w książce i widać po jej twarzy.

Tę książkę koniecznie trzeba przeczytać, pochylić nad nią głowę, dać się wzruszyć. I zapamiętać. To jest historia, która musi przetrwać, a to już nasza rola - czytelników, powierników, którzy powinni przekazać ją dalej. 

Do książki dołączona jest jeszcze płyta z fragmentami filmu dokumentalnego, a niedługo na ekrany wejdzie film Agnieszki Holland, W ciemności, który opowiada tę samą historię. Co jest zadziwiające, książka i film powstały niezależnie od siebie. Czekam na niego z niecierpliwością. 

Polecam, polecam, polecam!

piątek, 28 października 2011

"Rudy czarodziej" - Lisa Goldstein

Tytuł: Rudy czarodziej
Autor: Lisa Goldstein
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2000
ISBN:  83-7150-725-9
Ocena: 7/10

Przyzwyczailiśmy się chyba wszyscy już do obchodzenia się z trudnym tematem Holocaustu bardzo ostrożnie i delikatnie. Ciężko przecież inaczej  - wychowaliśmy się na przerażających, często makabrycznych obrazach z Borowskiego czy Herlinga-Grudzińskiego, wycieczkach do Auschwitz. Okazuje się jednak, że można dotknąć tego problemu zupełnie inaczej, co robi Lisa Goldstein w swojej książce. 

Spotykamy się w przededniu II Wojny Światowej w malutkim węgierskim miasteczku. Istnieje tam spora społeczność żydowska, na czele z rabinem, ponoć "umiejącym czynić cuda". Oto od jednego z takich "cudów" zaczyna się ta krótka powieść - rabin rzuca klątwę na miejscową szkołę za to, że naucza się w niej hebrajskiego. W tym samym czasie w miasteczku pojawia się nieznajomy wędrowiec. Nie zdradza swego imienia, chce, by nazywać go Vörös, od koloru włosów. Gości u rodziny trzynastoletniej Kicsi, która jest zachwycona niezwykłym przybyszem. Szybko w okolicy zaczyna się mówić, że Vörös zdjął ze szkoły klątwę rabina, co nastawia rabina wrogo w stosunku do niego. Tymczasem rudy czarodziej chce ratować miejscowych Żydów przed tym, co niedługo ma nadejść...

To króciutka książeczka, ma zaledwie 170 stron, jednakże pełna jest treści. Pomiędzy zwyczajną egzystencją bohaterów a koszmarem obozów koncentracyjnych autorka zawarła ogromnie dużo magii i pięknego mistycyzmu. "Zaczarowuje" historię, zaciera tragiczne wydarzenia tak, jakby były one tylko potwornym, traumatycznym snem, nierealnym i bardzo, bardzo odległym, choć silnie zakorzenionym w umyśle, oddziałującym na dalsze życie - ale jednak snem.
No właśnie. Choć spod tragizmu tej historii niewątpliwie przebija optymizm i nadzieja na przyszłość, mam poczucie, że coś tu jest nie tak. Może takie wrażenie mam z powodu stosunku, jaki wpajano nam do historii przez całe życie, ale przeszkadza mi to, że Holocaust tak bardzo schodzi tutaj na dalszy plan. Temat spycha się mocno na tło, a z przodu widzimy nieszczęsną Kicsi, której osobowość nagle gdzieś znikła. I Vörösa, który plącze się i miota na kartach książki mimo wszystko zbyt chaotycznie i przypadkowo.

Mimo wszystko uważam, że warto tej książeczce poświęcić trochę czasu. Dużo w niej magii i uroku, a także nadziei, która potrzebna jest zawsze. Czytało się ją dobrze, a sposób ujęcia tematu zmusza do spojrzenia na ten problem z innej perspektywy, nie tylko tej magicznej.