czwartek, 9 lutego 2012

"Triumf owiec" - Leonie Swann

Tytuł: Triumf owiec
Autor: Leonie Swann
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011
Ocena: 9/10


Owce nie tylko pragną sprawiedliwości. Pragną również być górą. Chcą czuć się bezpiecznie, chcą trzymać się razem. I tylko czasami próbują przekonać auto, to wielkie, dziwne stworzenie, do współpracy, a - wierzcie mi - chyba wizja zielonego pasionka nie jest zbyt dla niego przekonująca. 

Rebeka, córka George'a, spełnia ostatnią wolę ojca - zabiera owce w obiecywaną przez pasterza podróż po Europie. Zima zastaje stado we Francji. Pastwisko przytulone jest z jednej strony do lasu, z drugiej - do ponurego zamku, który niegdyś służył jako dom wariatów. Pewnego dnia ktoś znajduje przy leśnej drodze zmasakrowaną sarnę. W dodatku ktoś włamuje się do przyczepy Rebeki i niszczy jej wszystkie czerwone ubrania. Mama Rebeki zaś, razem ze swoją talią kart tarota, dopełnia jeszcze zamieszania. No i kim jest Garou?

Pierwsza część owczych przygód mnie zachwyciła, co widać w jej recenzji. Druga była, co bardzo trudne, tak samo dobra. Przezabawna, pełna sympatycznych kłębków runa, owczego filozofowania czasami zaskakująco głębokiego. Choć wielbicieli myślicielskich elaboratów może to rozczarować, było go w sam raz - ani za dużo, ani za mało. W końcu to thriller, a zarazem komedia filozoficzna, a nie rozprawa, prawda?
Pośród wełnianej komedii znalazło się także miejsce na dreszczyk. I znów pod owczą naiwnością kryje się zadziwiająco ponura historia. Autorce świetnie udało się wyważyć elementy tej powieści, co jest rzadką sztuką. Intryga gmatwa się jak należy, ludzie usiłują rozwiązywać zagadki po swojemu, a po wszystkim biegają owce z własnymi pomysłami. No i kozy, o kozach zapomnieć zdecydowanie nie można. 

Przywiązałam się do Panny Maple, Chmurki, Białego Wieloryba i zimowego jagnięcia. Bardzo żałuję, że przeczytałam obie części tak szybko i że nie ma następnej. Już za nimi tęsknię! Będę przeszczęśliwa, jeżeli jeszcze kiedyś pojawi się trzeci tom ich przygód. Chyba każdy bowiem przyzna, że owczy punkt widzenia to taki punkt, który czasami z przyjemnością by się przyjęło za własny.

Owce milczały. Były pod wrażeniem. Coś nadnaturalnego! Jeszcze naturalniejszego niż naturalne! Trawa była naturalna, pasza tak nie do końca naturalna, zaś plastik już w ogóle nie był naturalny, w dodatku prawie niejadalny. Coś nadnaturalnego musiało więc stanowić prawdziwy delikates.
Meeeee! ;-)

9 komentarzy:

  1. I znów owieczki u Ciebie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nęcą mnie to owieczki, książkę na pewno przeczytam, bo z tego co czytam i słyszę to książka warta uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę poznać te owieczki, bo tak zachęcająco o nich piszesz, że nie ma innej opcji jak samej poznać ,,Trium owiec''.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na trzecią część owczej serii - mam nadzieję, że będzie równie dobra jak pozostałe... jednak z najlepszych powieści, jakie w życiu czytałam:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Te Meeee na końcu mnie rozbroiło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i się łamię, muszę przyznać. No bo takie pozytywne recenzje wszędzie, Niemcy oszaleli na punkcie owiec, a ja nadal nie mogę się przemóc, żeby czytać książkę o OWCACH. Już były kryminały o kotach, ale o OWCACH?!... Nie wiem... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. złam się, bo warto! dlaczegóż nie miałabyś poczytać książki o owcach? akurat te kocie kryminały, o ile mówisz o serii "Kot, który..." do pięt owcom nie dorastają ;-) i mówi Ci to kociara absolutna. spróbuj, bo te owce są tego warte ;-)

      Usuń
  7. Pierwszą część czytałam niedługo po premierze i pamiętam, że wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Chętnie sięgnę po kontynuację, chociaż zastanawiam się czy nie powinnam najpierw wrócić do "Sprawiedliwości owiec" - nie pamiętam już wielu szczegółów fabularnych.

    OdpowiedzUsuń